Izrael, mural na ścianie. Obraz gołębia, który niesie gałązkę pokoju, jest w kamizelce kuloodpornej, i to nie wszystko, bo jest w niego wycelowana broń, na jego ciele widać obraz celownika.

Ktoś go namierza. Ten obraz zmusza do myślenia, do zastanowienia i pokazuje, że pokój, który człowiek wypracowuje szybko może być przez człowieka zniszczony. Prawdziwy i trwały pokój daje Chrystus. Każdy inny, ludzki, w trudach często wywalczony pokój szybko można zniweczyć. Bóg, który czyta nasze serca – tylko On daje nam prawdziwy pokój. Demon zawsze będzie w nas „celował”, ale jeśli ten Boży pokój tkwi w naszym sercu to demon jest bezsilny. Nie możemy bazować na pokoju, które usposobienie człowieka wypracuje, tylko Chrystus może zapewnić nam pokój trwały z którym możemy przejść przez świat.


Jezus i uczniowie przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: «Czy coś widzisz?» A gdy ten przejrzał, powiedział: «Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa». Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. Jezus odesłał go do domu ze słowami: «Tylko do wsi nie wstępuj!» (Mk 8, 22-26)

Ewangelia dzisiejsza, jak mówił prowadzący konferencję Ks. Daniel Drozd daje nam ciekawy obraz. Wcale nie oczywisty. Co mówi niewidomy, kiedy Jezus przywraca mu wzrok? Widzę ludzi, „niby drzewa”, co to może oznaczać? Może właśnie brak relacji – drzwo do drzewa nie podejdzie, drzewa w lesie w skupisku przecież dając cień jednocześnie
zasłaniają słońce.

Ta ślepota uzdrowionego mogła być spowodowana wieloma przyczynami. Kiedy Chrystus kładzie na niewidomego ręce i ten widzi to jest Boży cud, ale zaraz Jezus poucza, by nie wracał do domu, do swej wsi. Dlaczego tak robi? Bo może właśnie to bliskie miejsce jest powodem ślepoty – to trudne słowa i czasami w życiu czekają nas trudne decyzje, ale to jest widać konieczne. Może właśnie w tym rodzinnym miejscu jest coś co oślepiało uzdrowionego człowieka a zarazem zabierało jego sercu pokój. Może nas też oślepia, coś co musimy przykryć Bożym pokojem by widzieć – prawdziwie widzieć.

I niezależnie w jakim miejscu życia jesteśmy, w jakiej wspólnocie się rozwijamy – zawsze potrzebujemy Jezusa. Przecież jesteśmy ludźmi cały czas skłonnymi do grzechu. A pokój Jezusa, który On przynosi do naszych serc jest pewny. O ten pokój musimy prosić. To mamy wypraszać u tronu Boga. Na sposób świadectwa dopuszczamy siebie, a co do reszty szukajmy pokoju Chrystusa. Zanurzajmy się w Eucharystii, otwierajmy serce na uzdrowienie – mówił Ks. Daniel. Żebyśmy nie musieli ubierać kamizelki jak na obrazie z Jerozolimy, ale żebyśmy byli mocni Jezusem. Byśmy Go do siebie dopuszczali, a nie napuszczali na siebie Jezusa wzajemnie. Wystrzegajmy się tego. To trudne, ale często tak właśnie postępujemy.
Tylko Jezus ma uzdrawiać i od Niego ma pochodzić nasz pokój.

Nie pokładajcie ufności w człowieku lecz w Panu zakończył Ks. Daniel Drozd. Po zakończeniu Eucharystii powierzyliśmy się ukochanej Matce Boskiej w modlitwie różańcowej by obdarzeni Jej pokojem wrócić do bliskich i świadczyć Ewangelię w naszych własnych, małych wspólnotach.

autor: Kasia Zdeb